Jeden pomiar rano czy 300 przez noc? O tym rozmawialiśmy z MAM STARTUP

Kiedy zaczynałam pracę nad MY OVU, najczęściej wracało do mnie jedno zdanie od kobiet: „śledzę cykl od lat i dalej nie wiem, kiedy owuluję”.

Trudno się dziwić. Aplikacja kalendarzowa przewiduje okno płodne na podstawie średniej z poprzednich miesięcy – czyli zgaduje na podstawie przeszłości. Test z apteki wyłapuje pojedynczy skok hormonu i milknie. Żadne z tych narzędzi nie potwierdza, że owulacja faktycznie zaszła.

Zostaje temperatura, która fizjologicznie działa – i tu jest najciekawszy paradoks. Metoda jest dobra, ale sposób pomiaru ją psuje. Jedna liczba dziennie, zdejmowana tuż po przebudzeniu, w najbardziej zaburzonym momencie doby. Wystarczy gorsza noc, katar albo wcześniejsza pobudka i wykres przestaje cokolwiek znaczyć.

Dlatego MY OVU mierzy temperaturę co cztery minuty przez całą noc. Zamiast jednego punktu dostajemy kilkaset – a z nich obraz, którego pojedynczy poranny pomiar po prostu nie jest w stanie oddać. Cała nasza przewaga polega na automatyzacji i ciągłości pomiaru. Test i aplikacja wymagają codziennej, świadomej czynności. MY OVU działa pasywnie w tle, kiedy śpisz.

Reszta konstrukcji wynika z tej samej logiki. Elastyczny pierścień z silikonu medycznego. Elektronika w całości zatopiona w obudowie. Żadnego ładowania. Dane wychodzą dopiero wtedy, gdy wyjmiesz pierścień i sama naciśniesz przycisk – nic nie transmituje się w tle, kiedy go nosisz. Nie ma porannego rytuału do odhaczenia, bo cała idea polega na tym, żeby nie było nic do zrobienia.

Przechodzimy pełną certyfikację MDR jako wyrób medyczny klasy IIa – z testami biozgodności silikonu i kompatybilności elektromagnetycznej. To dłuższa i droższa droga niż wypuszczenie kolejnej aplikacji, ale przy produkcie, który kobieta ma nosić w nocy, priorytetem jest dla mnie budowa zaufania i pewność, że to, co robimy, jest wysokiej jakości i bezpieczne.

W rozmowie z MamStartup mówię więcej – także o tym, dla kogo naprawdę projektujemy MY OVU. Bo to nie są wyłącznie kobiety starające się o dziecko, i to jest chyba najczęstsze nieporozumienie wokół tej kategorii produktów.

Przeczytaj cały wywiad w MAM STARTUP →

Aleksandra Staniszewska

Posiadam stopień doktora nauk finansowych i jestem absolwentką Fulbright Foundation po stypendium na Columbia University w Nowym Jorku. Moja droga akademicka trwa nadal – pracuję jako badaczka i wykładowczyni w Szkoła Główna Handlowa w Warszawie. Jednocześnie jestem założycielką startupu i innowatorką w sektorze medtech.

Więcej o autorze

Przeczytaj również